LINKI

Koło Przyjaciół Bruno Gröninga
Maria Sobolewska

ARCHIWUM

2018
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2017
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień



design by gingery


Darmowe szablony
Blogers.pl

 Subscribe in a reader

New Obscurantis Order?


19.12.2007 :: 10:38 Komentuj (4)
This is radio nowhere
Is there anybody alive out there?

(Bruce Springsteen)



Z tego wszystkiego można się czasem tylko śmiać. Kiedy Springsteen podgrywa odpowiednie nuty, wszystko się oddala, człowiek zaczyna się dystansować. Prosta, amerykańska muzyka, konstrukcja cepa to przy tym szczyt myśli technicznej Enigmatów. Ale to się właśnie lubi - bo porywa, bo cieszyć się każe i czekać na słoneczny dzień. Przynajmniej w niektórzych przypadkach.

Najświętsza Eris nie wymyśliłaby tego, co najtęższe mózgi świata. O nie, takiego absurdu prózno szukać po świecie.

Elity spotykające się potejemnie w hotelach, a może nawet i całe zastępy ukrytych pod powierzchnią ziemi ludzi, paranoja ze Światowym Rządem, planami redukacji populacji o 80%, chemitrails, HAARP, chipami i całym tym jazzem... Bądź tu normalny.

Tak, to jest w pewnym sensie paranoja. Kto nie gra, ten wygrywa? Hm, niewykluczone, nie sprawdziłem tego osobiście. Bo w istocie, trzeba wielkiego samozaparcia, żeby nie dać się propagandzie strachu. Wszyscy dużo mówią, wszyscy dużo krzyczą. Będzie Novus Ordo Mundi, Nowy Porządek Świata, będzie to, będzie tamto.

Bo "wiedza chroni". Bo informacja jest bezcenna, bo dobrze ponformowane społeczeństwo jest w stanie niby powstrzymać to wszystko, tylko jakimś cudem nikt nie mówi JAK. Tak, przepraszam, ale mówię teraz do zorientowanych. Pojęć zamieszczonych poniżej nie chce mi się wyjaśniać - i nie wyjaśnię. Nie teraz. Może już w ogóle. Kto, pytam się, kto uważa, że poprzez szeroko zakrojone akcje "uświadamiające", które nie dają w istocie nic, poza tą spiralą globalnej bezradności i strachu, rozszerzająca się na świat cały, coś zdziała?

Swayin' to the rhythm of the new world order and
Counting bodies like sheep to the rhythm of the war drums

(A perfect Circle)


Obejrzyjcie sobie YouTube. GoogleVideo. Cokolwiek, byle nie telewizję. Nie będę wyjaśniać, dlaczego. Jeśli w internecie próżno szukać prawdy, to szukanie jej w telewizji przypomina jakiś masochizm, pijawki Szymona Słupnika, jakąś postpozytywistyczną naiwność co do tego, że środki masowego przekazu są wiarygodne.

Internetu póki co nie da sie cenzurować. Pisałem już o tym w poprzedniej notce - jeśli dostęp do informacji jest tak swobodny, możemy liczyć się z tym, że zostaniemy zasypani kupą bezwartościowego chłamu. Tak, oczywiście, można oddzielic ziarno od plew. Nie jest to takie trudne, wbrew pozorom. Ale nie o to mi chodzi.

Obejrzyjcie sobie YouTube, a zobaczycie, że paranoja rozszerza się i zatacza coraz cherche kręgi*. Indukuje się strach, zaszczepia się jakieś instyknty obronne. Zabawa symbolami i chwytliwymi pojęciami wydaje się być obliczona na konkretną reakcję - weźmy karabiny w dłoń i pozabijajmy tych wszystkich Bilderbergów, znajdźmy kryjówkę Iluminatów, wyeksterminujmy Rockefellerów i Rotschildów, podłóżmy ogień pod Biały Dom. Modelowe, wręcz doskonałe rozwiązanie problemów, psia mać.

Komuś wydaje się, że świat można jeszcze zmienić kijem i pałką. Że na przemoc należy odpowiedzieć przemocą, na agresję - agresją. Tylko taki widzę sens tego wszystkiego, co w sieci można zobaczyć/wyczytać na temat NWO. Kupa informacji, nie zawsze ze sobą zgodnych, ale trzymających się pewnego klucza, kupa wiedzy... po nic. Żadnej alternatywy. Żadnej wskazówki. Tak właśnie wygląda podżeganie do wojny - bo nic innego nie może z takiej propagandy wyniknąć.

Ci, którzy chcą uświadamiać światu, jaka jest sytuacja, mają prawdopodobnie szlachetne intencje. Będę ich bronił, żebyście nie pomyśleli sobie, że uzurpuję tu jakiś spisek antyspiskowy. Z pewnością uważają, że ostrzegając ludzkość przed niebezpieczeństwem, przysługują się jej. Nie wszyscy to zauważają, niektórzy być może robią to celowo - ale jak dla mnie, tego typu informacje wywołują jedynie frustrację, bunt i agresję. Te zaś, prowadzą w linii prostej do otwartego konfliktu. Konfliktu skazanego na przegraną - pamiętajcie, że nie wiadomo czym będziemy zabijać się w III wojnie światowej, ale czwarta będzie na kamienie.

To jest niebezpieczeństwo i totalna pomyłka - na szczęście ludzie są już odrobinę stłumieni, nie reagują agresywnie, tylko nerwowo. Żaden z tych "wizjonerów" na miarę Alexa Jonesa nie pomyślał (chyba) o tym, że może prowokować kogoś do konkretnego działania - a nawet bardzo konkretnego. Dobrze, mówię sobie. Zabijemy Bilderbergów? Dooooooskonały pomysł. ;) Najpierw powystrzelamy ich ochroniarzy, potem jakoś przebijemy się przez linię frontu, staniemy do walki z regularnymi oddziałami lokalnej armii i zaczniemy rozpieprz na skalę światową. Z etykietką terrorystów i wrogów Światowego Rządu (a więc i "postępu"!) brnąć będziemy przez chaszcze, aż natrafi na nas skompresowana wiązka fotonów prosto z nowej zabawki U.S. Army.

Ale fajnie, nie?

Przesadzam, koloryzuję - robię to zawsze, kiedy chcę coś uwidocznić. Tego nauczył mnie teatr, tego nauczyła mnie literatura, inaczej póki co nie potrafię.

Nie, nie uważam że przekazywane z ręki do ręki wiadomości na temat New World Order może być aż tak brzemienne w skutkach. Ktoś jednak powinien zwrócić uwagę, gdzie jest granica między informacją, a sianiem paniki. Ktoś powinien widzieć tę subtelną, cholerną różnicę. Jeszcze raz powtórzę - wierzę w szczere intencje, przynajmniej niektórych ludzi, wierzę, że tu nie chodzi o to, żeby zerwać się na bagnety - bo to nic nie daje. Nienawiść rodzi nienawiść i tak naprawdę niewiele więcej w tej materii można zdziałać. A wszystkie materiały, do których można dotrzeć, wzbudzają emocje.

Czasem wręcz skrajne.

Jeżeli spotkacie się z jakimikolwiek opracowaniami na temat New World Order, na 99% będą one pochodzić ze stron, lub od ugrupowań, identyfikujących się w ten czy inny sposób z ruchami konserwatywno-religijnymi, ze zboczeniem w stronę nacjonalizmu. Nie będę wnikał w to, kto może za taki stan rzeczy odpowiadać i komu jest na rękę, żeby tego typu informacje znajdowały wielbicieli własnie w tych kręgach. Wystarczy, że w takim przypadku, całkowita dyskredytacja i negacja całej tej wiedzy staje się ułatwiona. Nacjonalizmy kojarzą się źle - i już. I mało kto temu zaprzeczy - mnie nie wyłączając. Jeśli coś kojarzy się źle, nie jest wiarygodnym źródłem informacji, a przynajmniej jest łatwe do obalenia przez tych, którzy dźwigają na swoich barkach monopol epistemologiczny.

Nie zajmuję tu stron - mówię o pewnym zjawisku. Czytelnik może je zaakceptować lub nie, odrzucić, lub zaciekawić się. Ale, na litosć boską, jeśli ktoś zauważy, że "rzeczywistość go boli" i że chce ją zmienić - powinien propagować zmiany, a nie nagłasniać problem i nadawać mu niebotyczną rangę.

Jestem przekonany o tym, że subtelne działanie energii polega na przekształcaniu się w nie myślokształtów. Ergo - posiadając konkretne wyobrażenie na temat danego zjawiska, wzmacniamy je, podłączając siw ten sposób pod inne, podobne wyobrażenia. Kiedy energie się kumulują, myślokształty tworzą egregory, które funkcjonują coraz bardziej samodzielnie. Jeśli zbiorowość, na przkykład, lud zamieszkujący Sycylię, boi się rychłej erupcji Etny i żyje w przeświadczeniu, że wulkan wybuchnie - tak sie najprawdopodobniej stanie. Bo energie biegną zawsze za uwagą, nigdy odwrotnie. Egregor "rychłej erpucji" rośnie w siłę, a kolejne jednostki boją się coraz bardziej.

You can be antyhing you want to be
Just turn yourself into all that you could never be

(Queen)


Wiem, że w świecie twardych praw nauki, to nie do zaakceptowania - czymś takim zajmuje się co najwyżej mechanika kwantowa. Egregor wulkanu cofnie się, gdy zbiorowa paranoja przycichnie, gdy myślokształty skierują się w inną stronę. Jednak uspokajanie tak licznej grupy i uświadomienie im, że to właśnie ten masowy strach przed erupcją zasila coraz to bardziej energię wulkanu, jest niesamowicie trudne. Jeśli nie chcesz przyjąć tego puntu widzenia - Twoja sprawa, nikt Ci nie każe. Wystarczy, że pojmiesz to, o czym cały czas się tutaj rozwodzę - samym strachem nic nie zdziałasz. Możesz najwyżej zaszkodzić sobie i swojemu układowi nerwowemu.

Ale, żeby nie bylo tak wesoło i kolorowo, muszę rzucić parę gorzkich słów - ale tylko jako prztyczek w nos, nie po to, żeby kogokolwiek straszyć.

Bo kolorowo nie jest - tak, proszę państwa, ktoś robi nas w wała. Komuś bardzo zależy na tym, żebyśmy stali się stadem owieczek, oznakowanych jak bydło. Owieczek, których energie można eksploatować aż do wyczerpania. Dla kogoś jesteśmy podgatunkiem, niegodnym uwagi w szerszym kontekście. Ktoś chciałby widzieć nas w roli bateryjek. Komuś wydaje się, że z racji swojego bogactwa czy majątku, powinien rządzić tą planetą, przemieniając jej ustrój w "naukową dyktaturę", rodem z Huxleya. Ktoś uwielbia komunistyczne Chiny i daje temu wyraz w licznych artykułach gazetowych, stawiając je za wzór. Ktoś otwarcie przynaje się do tego, że "będziemy mieć rząd światowy, czy wam się to podoba, czy nie". Ktoś inny z kolei, ale z pogodobego gatunku "ktosiów", uważa że tempo rozprzestrzeniania się wirusa Eboli jest zbyt powolne. Ten ktoś zresztą jest doktorem medycyny, a jego studenci są jeszcze radykalniejsi w poglądach. Kolejny ktoś nie ukrywa, że terminal kont bankowych w Brukseli (Brussels Electronic Account Surveying Terminal) jest w istocie systemem identyfikacji i globalnym rejestrem ludności.

Ale "ktosie" mają wadę. I to sporą. Traktując ludzkość jak podgatunek, nie zwracają uwagi na ewentualne formy sprzeciwu i oporu, ignorując je. Próbują straszyć nas, że to, co nastąpi, jest nieuchronne i mają głęboko gdzieś to, co sobie myślimy. Większość z nas nie wytrzymałaby psychicznie rozmowy z tego typu "ktosiem". Są tak pewni siebie i tak pyszni, że tylko czekać aż powinie im się noga. Nie dostrzegają tego, że ludzie mają dosyć robienia ich w konia. I któregoś dnia ich plany o dominacji nad światem upadną tak samo, jak histeryczne plany Aleksandra Wielkiego, Napoleona, czy Hitlera. Ten gatunek "ktosiów" ma to do siebie, że uczy się na własnych błędach, ale tylko do granic.

I tu własnie leży pies pogrzebany. Nie jest istotne dla nas, kim są "ktosie". Tego możemy się tak naprawdę nigdy nie dowiedzieć, zresztą nieważne. Nie jest istotne, kim są "ktosie", ale dlaczego, pytam, dlaczego ludzie pozwalają sobą pomiatać, traktować się jak bydło, ochoczo biegać za stadkiem? Dlaczego sami tworzą warunki do tego, by poddawać się kontroli i ostatecznie dać się zniewolić? Dlaczego nie mają nic przeciwko kontrolowaniu wszystkich sfer życia?

Dlaczego wreszcie, śpią spokojnym snem sprawiedliwych, oszukując się, że nic się nie zmienia, albo że to, co dzieje się aktualnie, służy wyłącznie ich dobru i nie powinni tego kwestionować?

Bo lunatykowanie jest wygodne. I chociaż paranoją jest przejmować się tym do żywego, wystarczy pomyśleć, że nikt nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Nic się jeszcze nie zamknęło. Jeśli już musimy zasilać jakiegoś egregora, wybierzmy tego, który z optymistycznym przekonaniem stwierdza, że nic szczególnego nam nie grozi, mimo tego, że wiemy, co się święci. Że cały ten misternie skonstruowany plan i tak się rozleci, roztrzaska o coś o wiele większego. Że "ktosie" mają realną władzę tylko wtedy, gdy my im jej udzielamy. Kontestacja stanu rzeczy jest nie od parady. Myślmy nad tym, jak zaradzić - nie, jak straszyć.

A jeśli nie chcemy... cóż:

Stay with me
Safe and ignorant
Just stay with me
I'll hold you and protect you from the other ones,
The evil ones, don't love you son,
Go back to sleep.

(A Perfect Circle)