LINKI

Koło Przyjaciół Bruno Gröninga
Maria Sobolewska

ARCHIWUM

2018
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2017
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień



design by gingery


Darmowe szablony
Blogers.pl

 Subscribe in a reader

ale o co chodzi...?


30.03.2009 :: 00:57 Komentuj (4)

Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu,
Wóz nurza się w zieloność i jak łódka brodzi,
Śród fali łąk szumiących, śród kwiatów powodzi,
Omijam koralowe ostrowy burzanu...

Ale o co chodzi? Ale o co chodzi?


(A. Poniedzielski)



Dzień cały oto, postanawiam zakończyć notą.

Not(k)ą o tym, że se siedzę, że se patrzę, że se leżę i że se nic nie robię. Bo i po co? Kiedy tylko przychodzi mi do głowy ochota na zrobienie czegoś, rzucam okiem na tapetę mojego pulpitu - dach jakiejś drewanianej stodoły we wsi Prusicko, powiat Pajęczański, niegdyś kryty strzechą, dziś kryty tylko połowicznie. Ten symbol ruiny i ostatecznego upadku Kultury Ludowej Słowian zecydowanie nie nastraja do działania. Kiedy przyglądam się bliżej, widzę specyficzny sposób wiązania słomy i umocowania drewnianych patyków względem siebie - i czuję się najszcześliwszym człowiekiem na świecie, gdyż nie tylko nie muszę wiedzieć tego, jak się owo wiązanie nazywa, ale również tego, z jakim rodzajem więźby mam do czynienia. Z ulgą mogę sobie powiedzieć wtedy, że egzamin z kultury materialnej zdałem kiedyśtam, i owszem, zadowalająco, co uprawnia mnie jednocześnie do wywiezienia kilku ton tej wiedzy na mentalne wysypisko. No, chyba że ktoś przekona mnie o konieczności nauczenia się na pamięć całej twórczości monsieur Moszyńskiego.

Siedzę i gniję - przy dwóch komputerach naraz, to znaczy na przemian. Pierwszy, zwany laptopem, służy do spraw codziennych. Jako że nowszy, sprawniejszy i ogólnie lepszy, podłączam do niego Internet, kontaktuję się ze światem, piszę notki takie jak ta, zadowalając się samą jego funkcjonalnością. Drugi zaś, służy jako gigantyczne archiwum, Sztab Gier Komputerowych Poprzedniej Generacji, kolekcję różnego rodzaju zdjęć oraz muzyki, która nie zmieściła się na twardym dysku laptopa.

Na tym jednak jego rola się nie kończy. Służy on, przede wszystkim, do Nostalgii.

Nostalgia co prawda, jak wiemy wszyscy, już nie ta, co kiedyś. Mimo wszystko ta, o której mówię, ma sie całkiem nieźle. Wskrzesicielem jej jest stary gruchot z 700 MhZ procesorem, którego używałem byłem dziecięciem jeszcze będąc głupim i smarkatym. Bo trzeba wiedzieć, że nie tylko Gry Poprzedniej Generacji i muzykę ów twardy dysk gromadzi. O nie. Tamże aplikacji przeróżnych kupa, co to śmieszne i mniej śmieszne. Tamże empetrójek stosy, od dowcipów telefonicznych, przez kabarety, po naprawdę absurdalne nagrania niewyżytych ludzi, tamże teksty przeróżne, dowcipy, anegdoty, tamże opowiadania i wszelkie formy do humoru nawiązujące. Nostalgia tamże!!!

Uch, ach, buch.

Nostalgia jest za czasami, oczywiście, w których kompik ów był używany. a używany był intensywnie nadzwyczaj, co poznać po nim można łatwo. Ech, to były czasy - człowiek sobie mówi i zanurza się w tym, bo i ratunku nie ma. I ani się obejrzy, a tu już sam się stał nostalgią, sam się stał czasami dawnymi i z rozrzewnieniem czasy wspomina. Nie obiektywnie jednak, lecz przez pryzmat Nostalgii. I co z tego, że czasy niewesołe tak naprawdę, że ze wszech miar trudne i, nie ma co ukrywać, wcale nieszczególne? W blasku dawnej twórczości własnej, wszystko to idzie w zapomnienie, mechanizm powoli zaskakuje, aż w końcu wynurza się z Nostalgii i Konkluzja.

Westchnienia do Nostalgii bowiem, westchnieniami są tak naprawdę do twórczości. Do tworzenia. Nieskrępowanego, naiwnego, pełnego łaciny podwórkowej i gwary z centralnej Polski, nieprofesjonalnego i nieokiełznanego...

Że tworzenie w tamtych czasach bólem było okupione, to już nieważne. Że tworzenie na przekór było światu i z potrzeby self-manifestu było, też nieważne. Że ucieczką tak naprawdę było, nie marzeniem, nieważne. Twórczy umysł do tworzenia tęskni, a o motywacje mu mniejsza.

I tym sposobem mam już sedno i pointę. Do tworzenia tęskno, bo sztuka prawdziwa rodzi się (jednak!) z poczucia dyskomfortu. Komputer choćby i najstarszy, wspomnienia przywołać może, ale wksrzesić ducha czynu już nie. Ze mną zaś, jest jak z tą strzechą - jeszcze się jako tako trzyma, ale od śniegu już niczego nie chroni i widać, że albo dach trzeba by na nowy wymienić, albo i całą stodołę rozwalić w pył.

Znaczy się, chyba jednak zmiany idą. Ech, a chciałoby się mieć święty spokój.