LINKI

Koło Przyjaciół Bruno Gröninga
Maria Sobolewska

ARCHIWUM

2018
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2017
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień



design by gingery


Darmowe szablony
Blogers.pl

 Subscribe in a reader

Notka numer jeden


21.04.2007 :: 12:00 Komentuj (5)
Wsio ryba. Wszystkich witam. Jako że literatura nie ma dzisiaj wzięcia, postanowiłem stoczyć się trochę w publicystykę i przemyślenia. Może to kogoś zaciekawi. W czasie najbliższym napiszę tutaj o tym, co mi leży na wątrobie, ale ostrzegam, że mój sposób myślenia może zniechęcić wielu potencjalnych czytelników. Uznaję za stosowne ostrzec już teraz:

Czytaj to, człowieku, jeśli łeb Twój wystarczająco otwarty. Jeśliś fanatyk, dogmatyk, choleryk lub zwolennik teorii "rzeczywistości obiektywnej", to radzę Ci, idź stąd. Wierzysz w Boga? A może w Jahwe? Albo w Szatana? Albo może wyznajesz fundamentalny Islam? Wyznajesz buddyzm? A może studiujesz Kabałę i traktujesz ją jak prawdę objawioną? Albo odwrotnie, może jesteś wyznawcą racjonalizmu, fanatykiem szkiełka i oka, wartości obiektywnych? Może Twoje autorytety filozoficzne są dla Ciebie Biblią? Bezgranicznie ufasz temu, co ktoś uznał za dowód? A może jesteś gorliwym New Age'owcem, uznajesz za niepodważalne źródło wiedzy przeróżne teorie spiskowe dziejów i channelingi? Może jesteś, człowieku, zapatrzony w przekazy pozaziemskie jak w obrazek? Hm. A może jesteś astrologiem-deterministą, albo tarocistą czy runistą, stawiającym swoją ścieżkę życiową ponad innymi? Wierzysz w "ciała zmartwychwstanie, grzechów odpuszczenie"? Wreszcie, może masz to wszystko gdzieś i wyznajesz światopogląd materialistyczny - to co jest, to co widzę, to jest i to widzę i tylko to się liczy?

Błagam Cię, człowieku, kimkolwiek jesteś. Jeśli można Cię w tak prosty sposób zaklasyfikować do choćby jednej z tych kategorii, odpuść sobie czytanie. Po co ma Cię jasna krew zalewać? Nie myśl sobie, że "nawrócisz" mnie na swoją ścieżkę tylko dlatego, że "Twoja prawda jest twojsza niż mojsza".

Człowieku otwarty, witam z otwartymi ramionami. Człowieku "zamknięty" - nie mam nic przeciwko Twojej obecności. Ale jeśli urażę Twoje uczucia religijne, polityczne czy jeszcze inne, będzie to wyłącznie Twoja wina. Ale jeśli chcesz poznać inny punkt widzenia, zapraszam.

Kim i czym jestem, to już powinno być raczej nieważne, a na pewno mniej istotne od tego, co chcę powiedzieć.

Przyjmij, człowieku, że mnie nie ma. Ja tak naprawdę nie istnieję. Ale chętnie posłużę Ci za lustro, w którym będziesz mógł się obejrzeć z różnych stron. Ile razy spytasz mnie "czy jesteś [nazwa etykietki]", nie otrzymasz odpowiedzi. Ja nie jestem.

Tyle na wstępie, którego nikt nie czyta. Pozdrawiam was słowami mistrzów Zen:

Nie szukaj prawdy, po prostu odrzuć swoje poglądy.



Refleksja nad brakiem refleksji też może być refleksją!


26.04.2007 :: 23:58 Komentuj (1)

No bo pomyślmy - co ja teraz robię? Ot, panoszę się w moim pokoju, moje wszechjestestwo (mimo że masa jego niewielka) wypełnia pomieszczenie do cna i egzystuje tutaj jak najwyższa forma egzystencji. Jestem. Istnieję. Pewnie, tak naprawdę mnie nie ma, ale po co mi tu wyższe poziomy zrozumienia w tej chwili - w moim pokoju jestem absolutnie, ukonstytuowany całą masa gadżetów wokół, które tak naprawdę nie są do życia potrzebne. Status mojej egzystencji podkreśla rozwalający się naprzeciw mnie monitor. Jestem teraz który jestem, podłączony do komputera jestem, homo cyberpunkus jestem, praktycznie rzecz biorąc. YAHWE, chciałoby się rzec.

Ale się nie rzeknie, z Jehową mam osobiste porachunki, ale co to teraz kogo zresztą obchodzi. Mówię o moim istnieniu, tak skulonym w sobie, a jednocześnie ekspolodującym we wszystkich kierunkach. Pewnych rzeczy na pewnym poziomie nie da się jeszcze pogodzić, ale to też teraz nieważne. Zamknąłem lufcik - artykuł prawdy, jak powiedziałby Białoszewski. Tyle, że to o mnie tutaj mowa, a ja mówię, że lufcik nie jest żadnym artykułem prawdy, tylko zwyczajnym lukiem bunkra. Moje istnienie rwie się, żeby wziąć w rękę astralny karabin, uchylić okienko i... No właśnie - i co? Pacyfizm istnienia, skrajna niechęć do zabaw wojennych od dłuższego czasu, traumy związane z ewentualną służbą wojskową - wszystko to skutecznie oddala mnie od tego pomysłu. Dzierżi karabinu? Tak, jak ci, co szli przez pustynię i ginęli w piasku. Postoję. To nie dla mojego istnienia, ono się przeciw temu buntuje, tak po cichu, tak wewnętrznie, manifestuje pełną niezależność i odrębność.

Ktoś powie, że niezależność i odrębność to nic innego jak kolejne fałszywe maski zniewolenia, wada wzroku, niemożliwość wcielona. Hipotetycznie, ten ktoś siedzi właśnie na łóżku, tutaj, obok mnie (choć nie manifestuje tu swojego istnienia, bo jest jedynie hologramem). Siedzi i rozprawia - moje istnienie, tylko metafizycznie wszak rozpinające się do granic niemożliwości, zebrane teraz do kupy w worek kości i mięsa, nie podejmuje dyskusji. Istnienie, mimo że na tym polu wyjątkowo autorytarne, potrafi tolerować owo holograficzne medium. "Nie ma wolności" - krzyczy owo, a ja nic nie mówię, istnienie akceptuje autonomiczność tamtego istnienia. Niech sobie mówi, ma jeszcze dużo do powiedzenia. Będę patrzeć mu w oczy, a im dłużej będę w nie patrzeć, tym bardziej sam przestnę istnieć, stanę się przez chwilę obrazem siebie z okresu, w którym sam zacząłem opowiadać podobne rzeczy. Tak, działa efekt lustra. Tak, też mówiłem kiedyś, że nie ma wolności. Tak, widzę siebie, głoszącego podobną prawdę. Tak, jakieś podwórko, puszka z piwem.

Wtedy wolności nie było. Przez pewien krótki czas, o ile czas ma tu coś do gadania. Bo istnienie nie potrafiło jej znaleźć, plątało się po ciemnych korytarzach sentencji cudzych i wyniosłych, dusiło się w iluzjach obiektywnego oglądu rzeczy. A skoro istnienie nie potrafiło czegoś znaleźć, oznaczało to, że tego nie ma. Wtedy wyobrażeniom ufało się bardziej niż istnieniu, wyobrażenie na temat wolności implikowało wizualizację zjawiska. Ówczesny stan rzeczy daleki był jednak od schematu, w który uwierzyło istnienie. Negacja była jedynym wyjściem, negacja bytności tego, o czym się tu mówi od początku akapitu.

Dopiero później moje istnienie zdało sobie sprawę z błogosławieństwa owej negacji - ona dawała pozory wolności, w końcu można było tej wartości zaprzeczyć. Dziś te pozory okazują się trudnym orzechem do zgryzienia dla hologramu, na który cały czas patrzę. "Jak to? Nie ma wolności, a negacja tej tezy jest jednak możliwa i swobodna?" - mówi słynny Ktoś - "Potwierdzenie tej tezy rónież jest możliwe, a więc w sobosób swobodny mogę powiedzieć że nie ma wolności lub że wolność jest?". Pomyśleć że koncepcja wykłada się na samym starcie.

Oddalam swoje myśli, bo Ktoś zaczyna przypominać tonem wypowiedzi któregoś z filozofów końca XIX wieku. Filozofia istnieniu niestraszna, ale ciężkostrawna i zanadto literacka. Istnienie odchodzi od lustra, nie ma już ochoty się w nim przeglądać. Po co?

To była tylko miła reminescencja, naiwne podśmiewywanie się z samego siebie. Istnienie zdaje sobie sprawę, że Ktoś popadł w to samo, w co ja popadłem niegdyś, ten sam schemat myślowy, te same argumenty niemal. Ktoś nie potrafi się pogodzić ze swoją niemocą na tym polu, gotów jest więc głosić prawdy, dla których szuka poparcia i poklasku - istnienie też to przerabiało. Szuka poparcia wszak nie dlatego, żeby się tylko przypodobać. Tu chodzi o wsparcie, o kogoś, kto podzieliłby ten pogląd i trwał razem z Ktosiem, będąc mu ostoją i usprawiedliwieniem przed światem. Im więcej usprawiedliwień, tym większy komfort wewnętrzny, należy więc znaleźć grono, które będzie w tym aspekcie jednomyślne. Pocieszenie będzie wtedy absolutne i brak wolności nie będzie już tak doskwierał - przestanie być problemem.

Istnienie widzi, jakie bariery stoją przed niektórymi, zna te ograniczenia. Ale nic sobie z nich nie robię, rozmawiam z Ktosiem bez słów. Przecież on ma prawo do swojej rzeczywistości, w której jakaś nieokreślone Wyższe Siły sprawują nad nim bezustanną kontrolę, w której działa Orwellowskie hasło "wolność to niewola".

Istnienie pogrąża się w zadumie. JA wypełniam sobą przestrzeń nieokreśloną, ale chwilowo zawężoną do tego pokoju. Ktosiowi holograficznemu już podziękowałem, teraz znów istnieję w swoim istnieniu, (na czas rozmowy z Ktosiem, nie było mnie, był obraz stworzony na podobieństwo Ktosia) wczesniej nie było to potrzebne. Czuję, jak egzystencja dopada każdy nerw w moim ciele i duszy i tak dalej. Ale umysł nie jest już pusty - przyszła refleksja ciekawsza, niźli wyjściowa, nie muszę zastanawiać się nad tym, że nie mam nic do przekazania.

Bo dumając sobie nad Ktosiem, istnienie i ja wspólnymi siłami dowiedzieliśmy się, po co ludziom religie i ideologie.