LINKI

Koło Przyjaciół Bruno Gröninga
Maria Sobolewska

ARCHIWUM

2018
luty
styczeń
2017
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień



design by gingery


Darmowe szablony
Blogers.pl

 Subscribe in a reader

O karze, winie, reinkarnacji, języku i pornografii


04.05.2008 :: 23:59 Komentuj (1)

No dobra, o tym ostatnim nie będzie, ale zawsze dobrze zaistnieć w wyszukiwarkach. :)

Na moim ulubionym forum dyskusyjnym wywiązała się jakiś czas temu dyskusja na temat uzależnień i używek. Jak to zwykle bywa - zeszło na inne tematy i w pewnym momencie doszło niemal do kłótni pomiędzy mną i jedną z użytkowniczek. Oświadczyła ona bowiem wszem i wobec, że w reinkarnację nie wierzy, bo jej zdaniem nie może sobie wyobrazić, żeby jej Bóg karał ją za czyny, których nie popełniła.

Pomyślałem, że to może być dobry moment na uwrażliwienie P.T. potencjalnych czytelników na zawiłości językowe. Jest jak jest, nasz język jest niedoskonały jako narzędzie porozumienia się z innymi, ale kiedy nasza świadomość jest zogniskowana tutaj, w twardej materii i zamknięta w trzech wymiarach, uwierzcie - cholernie się przydaje.

Za pomocą języka można wyrazić pewne podstawowe potrzeby, można też tworzyć narracje literackie, można jako tako porozumieć się z ludźmi ze swojego kręgu kulturowego, a czasem nawet spoza niego. Język jednak jest przydatny, dopóki obydwie strony używają tych samych znaczeń słów, którymi się posługują. W przeciwnym przypadku to jest bełkot. Porozumienie staje się niemal niemożliwe.

Jeśli ktoś interesuje się sprawami "ponadnormalnymi", a czasem zahacza o wszelaką ezoterykę, religie wschodu i ogólnie wszystko to, co obce jest naszej kulturze chrześcijańskiej, może mieć problemy z terminologią pojęciową. A to, czego idzie się obawiać najbardziej, to przykładanie pojęć jednej kultury do opisu drugiej, jak mówi nam stara dobra antropologia.

Jest więc miejsce, żeby wyjaśnić coś, a przy okazji zwrócić uwagę na kwestie języka. Autorka postu dodała potem, że nie wyobraża sobie, aby Bóg mógł karac ją za cokolwiek. Każdy, kto studiuje jakieś hermetyzmy, buddyzmy i tym podobne tematy, nie siedzi wyłącznie w starych pismach i wie, w jaki sposób łączy się to z tzw. ezoterycznym widzeniem świata, również nigdy by tego nie napisał.

Bo w ezoteryce, czy buddyzmie NIE MA takich pojęć. Nie ma żadnych kar, są lekcje. Nie ma żadnej "winy", jest tylko postępowanie i nie ma ono samo w sobie żadnej wartości ujemnej lub dodatniej. Określone postepowanie sprowadza określone konsekwencje. Chrzescijaństwo zwulgaryzowało te pojęcia, uprościło do maksimum i stworzyło świat na bazie opozycji, przy okazji zaszczepiając w ludziach poczucie winy. Nie tylko ono, oczywiście - jest masa religii, które również operują tymi pojęciami. Nie w tym rzecz.

Przypomnijmy cytat: nie mogę sobie wyobrazić że mój Bóg karze mnie za czyny których nie popełniłam.

Wypowiedź tej dziewczyny jest w tym momencie alogiczna - jakim cudem ktoś może ją "karać" za to, czego nie popełniła? Czy doktryna reinkarnacji zakłada choćby w najmniejszym stopnu coś takiego??? Czy nawet jej najbardziej podstawowa wersja, przekazana przez Siddarthę Buddę, zakłada pojęcie "winy"? Tam jest najwyżej mowa o "złych uczynkach". Te "złe uczynki" nie biorą się jednak z powietrza, tylko z postępowania jednostki na przestrzeni wszystkich jej wcieleń...

Używając tego chrześcijańskiego systemu pojęciowego: "kara" spotyka nas za to, co "popełniliśmy", nie za to, czego nie "popełniliśmy". Nie ma w tym momencie znaczenia czas, w którym to popełniliśmy - reinkarnacja zakłada bowiem, że żyjemy wielokrotnie i "zbieramy zniwo" swoich żyć poprzednich.

Mówiąc językiem właściwym ezoteryce: życie jest lekcją i polega na nieustannej nauce - jeśli robisz coś wbrew swojej naturze i buntujesz się przeciw doświadczeniu, które było twoim WYBOREM, wtedy pewne energie pomagają Ci wrócić na drogę rozwoju. Tak to jest pojmowane z tego punktu widzenia. Gdyby nie było czynów "popełnionych" (czyli rozmaitych wyborów życiowych), nie ponosilibysmy nigdy ich konsekwencji. Nie ma skutku bez przyczyny.

Te dwa akapity TYLKO Z POZORU mówią o tym samym. Tak naprawdę mowią o czymś kompletnie różnym. Bowiem "wina" jest czymś, czego należy się wstydzić i pokornie przyjąć dotkliwą karę. Natomiast "lekcja" nie jest żadnym powodem do wstydu. Lekcja jest czymś absolutnie naturalnym. "Wina" - tym słowem nie posługuje się chyba żaden szanujący się buddysta. "Wina" zakłada jakieś kajanie się, przeprosiny, zadośćuczynienie. "Lekcja" to tylko kolejna nauka od życia - przecież nie przepraszamy swojej nauczycielki za to, że dostalismy od niej tróję.

Używanie słów "wina"i "kara" w stosunku do ezoterycznego myślenia, to potężna nadużycie semantyczne. Chwytacie o co mi chodzi? Nie można mówić nie mogę sobie wyobrazić że mój Bóg karze mnie za czyny których nie popełniłam - bo to jest mieszanie jednego z drugim.

Zastanówcie się zresztą logicznie - jak można zostać ukaranym za coś, czego się nie zrobiło? W takiej wypowiedzi odbija się jak w zwierciadle pewne uwarunkowanie kulturowe osoby, która pisze coś takiego. To przecież chrześcijaństwo zakłada jedną z absurdalnych na poziomie dosłowności doktryn - ludzkość została ukarana przez Boga, bo wredna Ewa zjadła nie to jabłko, co trzeba. To dopiero "kara za coś, czego się nie popełniło", bo wszak jednostka ludzka w chrześcijaństwie jest niepowtarzalna (nie reinkarnuje), a więc to nie MY zjedliśmy jabłko, ale cierpimy za grzechy naszych przodków. Tu się trochę szyderczo śmieję, bo wychodzi na to, że taki pogląd (o byciu "karanym") jest gdzieś u nas zakorzeniony.

Nie insynuuję, że autorka wypowiedzi była takiego a takiego wyznania. To nieważne. Chodzi mi bardziej o wpływ pewnej doktryny i systemu pojęć, który przesiąka człowieka jeszcze w dzieciństwie. Bardzo często ludzie wychowani w atmosferze katolicyzmu, nawet po konwersji na ateizm nadal używają sztandarowych, europejskich pojęć takich jak dobro i zło, bądź kara i wina. Nie da się ich jednak bezkonflikotowo przyłożyć do znaczeń pojęć nieeuropejskich.

Jeśli reinkarnacja istnieje jako fakt, to znaczy że pewne "czyny zostały popełnione" i to nie przez jakiegoś abstrakcyjnego przodka, lecz przez tę samą osobę (duszę), która egzystuje w "tu i teraz". Buddyzm zwraca na to uwagę - jeśli człowiek dokonał określonych wyborów, obciąża sobie zawsze w ten czy inny sposób konto karmiczne. Karmy można się pozbyć nie za pomoca kajania czy modlitwy, lecz osiągnięciem wewnętrznego oświecenia i "współczuciu każdej żywej istocie", jak mówił Siddartha.

Jeśli reinkarnacji zaś nie ma, to nie ma w ogóle tematu. Stwierdzenie wyjściowe, z którym tu polemizuję, jest więc w ogóle bez sensu...

Ale jako że spotykam się z różnych stron z totalnym niezrozumieniem tego rodzaju myślenia, postanowiłem, że rozbuduję moją wypowiedź z forum i podzielę się tym ze światem szerokim. Autorka posta wyjaśniła później, że "ona te pojęcia rozumie inaczej". Nie byla niestety łaskawa wyjaśnić - jak.

Nawet taka schizofreniczka jak Sarah Kane mogłaby wam powiedzieć, że największy problem ludzkości to brak porozumienia.

Mogłaby, ale wskutek owego braku, palnęła sobie któregoś dnia w łeb. Według jednych, poszła do nieba. Według drugich, wszystko sie dla niej skończyło. Według tzecich, jej dusza wcieli się w nowe ciało, w którym nauczy się zrozumienia dla piękna zycia. Oczywiście w ramach kary za samobojstwo, którego nie popełniła...